| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych | Księga gości | Forum dyskusyjne | Chat | Newsletter | Powiadom znajomego | Poczta | Facebook | Youtube | Google+ |
Polski English Deutsch
Wybrzeże Słowińskie Herb Słupska Mapa Lubinusa Słupsk Słupsk On-line Słupsk Słupsk
- | - Katalog Firm | Słupsk Powiat Firmy | Przetargi | Szukam/dam prace | Ogłoszenia | Pogoda | Kamery | Hejnał Słupski | Herb Słupska | Flaga Słupska | Społeczność Lokalna - | -
- | - Słupsk Powiat | Wyszukiwarka | Klimat | Kalendarz | Słupsk w liczbach | Miasta partnerskie | Plan miasta Słupska | Bezpieczny Słupsk | Bezrobocie Słupsk | Sylwester Słupsk - | -


Słupsk On-line Słupsk On-line / Atrakcje turystyczne / Ciekawostki ze Słupska / Słupska Czarownica


Przyglądam się czasem młodzieży, która przysiada na murku przed Basztą Czarownic i pije piwo. Dla mnie to miejsce jest symbolem niezawinionego cierpienia i okrutnej śmierci. Tym cierpieniem nasiąkały cegły i tkwić ono tam będzie zawsze, póki stoją nad Słupią mury baszty.

Biblia prześladowań

Przed kilkoma laty Katedra Etnografii Uniwersytetu Poznańskiego zajmowała się analizą zjawiska czarostwa na Pomorzu. Pod okiem prof. Waldemara Łysiaka studenci oceniali pewne wątki ludowych przekazów i ich związek z faktami historycznymi. Zdaniem badaczy Pomorze w XV-XVII wieku było terenem "szczególnie podatnym na czary".

Okazało się, że w prześladowaniu czarownic niepoślednią rolę odegrał wynalazek druku. To dzięki niemu dzieła czołowych inkwizytorów - J.Sprengera i H.Justitorisa "Młot na czarownice", Innocentego VIII "Summis desiderantes affectibus" stały się swoistymi "bibliami prześladowań". W praktyce oznaczało to, że kryzys w późnośredniowiecznym społeczeństwie przesunięto z kościoła i państwa na urojone demony w ludzkiej skórze. Kościół i państwo nie tylko oczyszczono z winy, lecz uczyniono je niezbędnymi w ściganiu wysłanników piekieł.

Trudno stwierdzić, kiedy rozpoczęły się pierwsze procesy. Z niemieckich archiwaliów można dociec, że tortury były na Pomorzu stosowane już w XV w. Pierwsza notatka o wyroku na czarownicę znajduje się w kronice Johanna Berckmanna "Stralsunder Chronik" i pochodzi z roku 1548. Wzmianka jest lakoniczna - czarownica nazywała się Elisabeth Bukes i została skazana na śmierć. Kronikarz nic więcej nie napisał.

Na wielką skalę stosy na Pomorzu zapłonęły w XVI i XVII w. Z przekazów Alfreda Hansa wiadomo np., że w roku 1592 spłonęła w Szczecinie Elisabeth von Dobschutz, w 1602 r. zginęła w taki sam sposób Trine Runge. W 1620 r. na stos skazano Sydonię von Borcke - kobietę piękną i bogatą, której jedyną winą było to, że ośmieliła się marzyć o związku z księciem pomorskim Ernestem Ludwikiem, ponieważ obiecał jej małżeństwo. Postać Sydonii przez całe wieki inspirowała malarzy, poetów, ludowych bajarzy. Śmierć uczyniła z niej bohaterkę tragiczną.

Narodziny czarownicy

Dr Urszula Mączka autorka rozprawy "Słowiańskie dziedzictwo w pomorskich przekazach" napisała:

Określenie "czarownica" było wg wszelkich danych obce na Pomorzu. Dopiero, kiedy w II poł. XVI w. rozpoczną się prześladowania kobiet, pojawi się nazwa "czarownice". Dopiero ok. 1540 r. w opracowanych przez Normanna wendyjsko - rugijskich zwyczajach lokalnych pojawia się nie czarownica a kobieta odbierająca krowom mleko. W wielu pomorskich sagach nie znajduje się słowa Hexe (wiedźma), lecz synonimy słów mądra kobieta, prządka lub baba.

W rozważaniach etnograficznych dr Mączki pojawia się jeden znamienny wątek - postać mądrej baby była akceptowana przez społeczność wiejską. Była ona bowiem wyspecjalizowana w odczynianiu uroków a jej recepty i zaklinania działały bezbłędnie na ludzi i zwierzęta. Badaczka przypuszcza, że mogły to być jeszcze jakieś relikty przedchrześcijańskiego, żeńskiego kapłaństwa. Jest w tych rozważaniach jeden istotny moment - baby-specjalistki od uroków cieszyły się szacunkiem i poważaniem lokalnych społeczności.

Potępienie wyróżniających się czymkolwiek kobiet było w XVI i późniejszych wiekach efektem narzuconej, obcej Pomorzanom, zbiorowej histerii. Kiedy czytam publikacje historyków o procesach czarownic widzę dwulicowość tłumu. Czeka on na egzekucję "czarownicy", biorąc udział w teatrze grozy, bez żadnej litości. A po jakimś czasie rodzi się legenda o niewinnej, skrzywdzonej dziewczynie.

Jest taka legenda o pięknej kowalównie z Osowa, której źródłem są autentyczne fakty. Otóż, upatrzył sobie Anielę właściciel zamku i kazał ojcu oddać dziewczynę na służbę. W nocy zamierzał ją zgwałcić. Broniąca się dziewczyna pchnęła go sztyletem i zdołała uciec z zamku. Długi czas się tułała, aż wreszcie odważyła się wrócić do domu. Wydawało się, że pan jej darował zniewagę. Ale zemsta dziedzica była straszna. Anielę Dąbek oskarżono o czary. Stracono ją na stosie w Stargardzie 16 lipca 1682 r. Taka była rzeczywistość. Ludowe podanie dopisało do niej także inne zakończenie. Okrutny dziedzic wracał którejś nocy z przyjaciółmi do domu. Na rozstajach dróg ukazał mu się duch spalonej Anieli i zamienił całą trójkę w dęby. Już więcej nikogo skrzywdzić nie mogli.

Czarownice księżnej

Baszta według rysunku przedwojennego, słupskiego malarza Otto Priebego.Pierwszy proces o czary, jaki toczył się w Słupsku jest godny uwagi z tego powodu, że główną rolę odegrała w nim wykształcona i światła księżna Anna de Croy, mająca w Słupsku swoją wdowią siedzibę. Tak relacjonuje lekturę magistrackiego dokumentu dr Urszula Mączka:

W słupskim archiwum miejskim znajdował się rewers z 1651 r. Był to pierwszy zapis ze Słupska o torturowaniu i spaleniu na stosie kobiet podejrzanych o konszachty z diabłem. Kto nie jest historykiem - nieczęsto wraca do starych dokumentów. A jednak czasami warto to uczynić. Beznamiętny język rewersu z podpisem księżnej Anny de Croy robi silne wrażenie.

Obie służące zostały oskarżone o to, że podały księżnej zatruty czarami napój. U. Mączka przypuszcza, że służące padły ofiarami jakiejś dworskiej intrygi, ale tego nikt już nie udowodni. Radcy księżnej powiadomili magistrat o popełnieniu "zbrodni diabelskiej" i zażądali ukarania bezbożnic. Przebieg procesu jest nieznany. Wiadomo natomiast, że księżna napisała wniosek, by magistrat odegrał w tym procesie wiodącą rolę a jej radcy byli jedynie aktywnymi uczestnikami. Księżna nie kiwnęła ni palcem, by kobiety uchronić od śmierci. Obie były poddawane torturom, więzione w baszcie nad Słupią a wreszcie spalone na miejscu straceń, które nosiło nazwę Radeberg.

Historia Triny

W wielu popularnych przewodnikach po Słupsku pisze się o Trinie Papistin (Papisten), jako o ostatniej kobiecie, która została skazana za czary i utożsamia się ją z budynkiem Baszty Czarownic - jako miejscem kaźni. Zanim skazano Trinę, na stos powędrowało 18 mieszkanek miasta Słupska. Trina nie była ani pierwszą, ani ostatnią skazaną za czary.

Swoją powojenną sławę zawdzięczała Marii Zaborowskiej - pierwszej dyrektorce słupskiego muzeum, która wydobyła Trinę z niemieckich dokumentów i pokazała mieszkańcom Słupska. M. Zaborowska w 1958 r. napisała wspaniałą opowieść "O Wieży Czarownic nad rzeką Słupią i sądzie odbytym przed 257 laty nad tzw. czarownicą".

Jest prawdopodobne, że opowieść ta powstała na kanwie akt z rozprawy sądowej, która odbyła się w 1701 r. Dokumenty te znajdowały się w Archiwum Państwowym w Słupsku i nie wiadomo, kiedy je opuściły. Widział je jeszcze w Słupsku historyk - Zdzisław Machura, ale w latach 80. już znajdowały się one w Szczecinie. Mam nadzieję, że nie wywędrowały za Odrę, jak wiele innych, cennych, pomorskich dokumentów.

Do legendy kaszubskiej Trina Papistin weszła jako nieszczęśliwa Katarzyna a według źródeł niemieckich, Słowińcy, którzy przyjeżdżali do Słupska, przechodząc koło Baszty Czarownic "wietrzyli swoje czapki oddając cześć nieszczęsnym ofiarom nietolerancji". 

W rzeczywistości nie wiemy, jak nazywała się urodzona w Brülow w Westfalii - Katarzyna. Poznajemy ją jako żonę kowala Martina Nipkowa, który przywędrował do Postomina z Westfalii.

Dramatu Katarzyny Nipkow nic nie zapowiadało. Mąż był bardzo pracowitym i zdolnym człowiekiem. Zainteresował się nim burmistrz Słupska - Baumann, który postanowił sprowadzić całą rodzinę kowala do miasta. Majster otrzymał do dyspozycji miejską kuźnię w Słupsku. Nie nacieszył się nią długo i zmarł. 

Tak wygląda dziś zabytkowy budynek od strony wejścia.Owdowiała Katarzyna dość szybko ponownie wyszła za mąż. Tym razem za rzeźnika słupskiego Andreasa Zimmermanna. Katarzyna (Kathrin) Zimmermann okazała się świetnym handlowcem i dość szybko zagroziła konkurencji sąsiadujących sklepikarzy. Na dodatek dość dobrze była obeznana z medycyną ludową i stroniła od pogawędek z sąsiadkami. Jedynym sposobem wyeliminowania nowej konkurentki handlowej było oskarżenie jej o czary. Sprowokowała je sama Katarzyna kilkoma nieostrożnymi wypowiedziami.

4 maja 1701 r. zgłosił się do magistratu aptekarz Zienecker z wielostronicowym pismem oskarżającym Kathrin Zimmermann o czary. Jako potwierdzenie swych wywodów aptekarz podał, że dwie uprzednio spalone czarownice ze wsi Łosino - żony Andreasa Bolduena i Jana Bogdana - podczas tortur nazywały Katarzynę czarownicą.

Kiedy treść tego aktu dotarła do oskarżonej, bystra kobieta szybko zorientowała się w sytuacji i chciała opuścić Słupsk. Ziemmermanowie mieli rodzinę w Gdańsku i tam zamierzała wyjechać zaskoczona Katarzyna. Ale urzędnicy magistraccy przeszkodzili jej w wyjeździe, nakładając wysoką kaucję. Rzeźnik nie był w stanie jej zapłacić. Jego żona znalazła się w więzieniu. 31 maja 1701 r. Zimmermann podjął jeszcze jedną próbę uwolnienia żony, ale bezskuteczną. Jego prośba o uwolnienie została odrzucona. Proces był nieunikniony. Skrupulatnie przygotowany akt oskarżenia zawierał 68 paragrafów.

Zarzucono Katarzynie m.in., że w Gaju św. Jarka przed Bramą Młyńską zapisała duszę Diabłu, który uprawiał z nią lubieżne praktyki i naznaczył jako swoją konkubinę brązową plamą na siedzeniu - relacjonuje U. Mączka.- Tam również otrzymała ducha w postaci kani, w noc św. Jana , który był na jej posługi.

Akt oskarżenia przesłano Wydziałowi Prawa Uniwersytetu w Rostocku, który pismem z 27 lipca 1701 r. udzielił zgody na stosowanie tortur. Dalszy przebieg "procesu" Katarzyny poznałam z publikacji w "Heimatkalender".

W nocy 11 sierpnia zastosowano wobec uwięzionej w baszcie nad Słupią kobiety pierwszą serię tortur. Sprawozdania magistratu mówiły o zakuciu w dyby i łamaniu śrubami rąk i nóg. Torturowana kobieta nie przyznawała się do winy. Musiała mieć świadomość swego strasznego losu, bowiem trzy dni później "bardzo skąpo odziana" skorzystała z nieuwagi strażników i rzuciła się do rzeki. Jednak nie pozwolono jej uciec. Pochwycona przez strażników znowu znalazła się w lochu baszty. Ze strachu przed dalszymi torturami usiłowała popełnić samobójstwo uderzając głową w kamienie. I ten akt desperacji został zauważony. Kobietę poddano następnym torturom i postawiono przed sędziami.

Nikczemnie okaleczona kobieta przyznała się do 20 zarzutów. Urzędnik sądowy skrupulatnie napisał w sprawozdaniu, że sąd postawił jej 25 pytań. Na wszystkie odpowiedziała twierdząco, zgodnie z wolą sędziów. Potomnym przekazano, że Katarzyna w swoich odpowiedziach przyznała się do tego, iż czarów uczyła ją stara Lüllwitz z Postomina. Obciążyła także wypowiedziami panią Lewrenc wskazując ją jako winną zabicia w Postominie dwóch kóz zagrodnika. Kiedy w więzieniu odwiedził ją ksiądz, Katarzyna następnego dnia odwołała wszystkie swoje zeznania.

18 sierpnia znowu poddano ją torturom, dowodząc, że poprzedniej nocy widziano u niej diabła w postaci kota. Kaleczono ją rozpalonym żelazem, wbijano drzazgi pod paznokcie. Oszalała z bólu opowiedziała, że przy strumyku ukazały się jej duchy w postaci czarnego psa i kozła. Błagała na wszystkie świętości, by jej skrócono męki i ścięto ją mieczem. Protokolant tego faktu nie ominął. 30 sierpnia ujęto jej przewinienia w 14 paragrafów i wydano wyrok:

Trine Papistin, żona majstra Andreasa Zimmermanna zostaje skazana na śmierć przez spalenie, zgodnie z prawem, na wniosek sądu. Ogłoszono publicznie w Słupsku 30 sierpnia 1701 r.

Maria Zaborowska w swojej opowieści o wyroku na czarownicę, wykreowała postać Triny wiezionej na snopku słomy na miejsce straceń. Dyrektorka słupskiego muzeum nie mogła pogodzić się jednak z myślą, że młodą, umęczoną torturami kobietę spalono żywcem. W jej wersji Trina dokończyła żywota następująco:

Na drabiniastym wozie siedziała na pęku słomy Trina, a przy niej kat. Ręce miała związane na plecach. Wóz otaczała zbrojna w widły straż, aby ludzie nie zbliżyli się zbytnio do wozu. W pewnej odległości za wozem - na innym, piękniejszym wozie -jechali sędziowie. Większość gapiów nie miała współczucia dla biednej Triny, przeciwnie - naśmiewano się z niej jeszcze.

Pochód zbliżył się do miejsca straceń. Obok szubienicy ułożono stos z drzewa. Pośrodku stał pal, do którego przywiązano Trinę. Po krótkiej ceremonii kat podpalił stos. Powoli ogień obejmował jedną kłodę po drugiej. Drzewo było wilgotne i dymiło. Od silnego dymu Trina w krótkim czasie udusiła się i kiedy języki płomieni zaczęły lizać jej ubranie i ciało - nic już nie czuła...

W taki oto sposób uczuciowa Maria Zaborowska pozwoliła zginąć Trinie i taka, mniej koszmarna od rzeczywistości, wersja śmierci weszła na stałe do opowieści o spalonej na stosie Trinie.

Złoty łańcuch

Mieszcząca galerię sztuki Baszta Czarownic nadal przegląda się w rzece.Historia Triny Papistin jest dość znana w Słupsku, ale nie zamykała ona łańcucha ofiar inkwizycji. W 1706 r. oskarżono o czary dwie słupszczanki - młodą i starą Karlsche. Obie kobiety poddano torturom i obie błagały, by ich nie palono na stosie, lecz ścięto mieczem. "Heimatkalender" donosi czytelnikom, że te kobiety jednak opuściły więzienie. Ale ich los i tak był straszny - krótko cieszyły się wolnością. Ponownie je uwięziono. Nie zachował się jednak dokument wyjaśniający ich dalszy los. W roku 1707 skazano na dwudniowe biczowanie młodą czarownicę, nieznaną z nazwiska. Kobieta nie przeżyła egzekucji w podziemiach ratusza.

Ostatnim, oficjalnym, słupskim procesem o czary był w roku 1714 proces służącej z Rowów - Anny Kosbad. Służąca była śliczną kobietą, która bardzo podobała się pułkownikowi von Thiele. Sęk w tym, że piękna Anna odrzuciła względy pułkownika i obdarzyła uczuciem prostego żołnierza - Tobiasa Zieglera. Zakochany Tobiasz zapomniał o bożym świecie a jego kamraci wyznali przed sądem, że Anna go zaczarowała. W związku z jej czarami Tobiasz zaczął zaniedbywać służbę wojskową a nawet zamierzał z niej zwiać. Według świadectwa żołnierzy "Tobiasz stał się podobny do głuszca, który tokując nic nie słyszy i nie czuje." Anna stanęła przed słupskimi sędziami zupełnie bezradna. Usiłowała jej pomóc rodzina i mieszkańcy Rowów. Bezskutecznie. Czy piękną służącą spalono, tego już kronikarz nie napisał.

Kilka lat później Fryderyk Wilhelm I zabronił prześladowania czarownic i nakazał usunąć wszystkie pale do ich uśmiercania.

Ostatnia czarownica Pomorza

Oficjalny zakaz nie wykorzenił jednak wiary w moce piekielne. Koszaliński historyk - Marian Czerner przypomniał w artykule "Czarostwo na Pomorzu" ostatni wyrok wykonany na czarownicy. Działo się to na Półwyspie Helskim w roku 1836(!). M. Czerner napisał:

Dramat, który rozegrał się w Chałupach, głęboko wstrząsnął całym, kaszubskim społeczeństwem. Zaczęło się od tego, że rybak - Jan Kąkol zaniemógł ciężko i cierpiący nie wstawał z łóżka. Za namową sąsiadów żona sprowadziła znachora, niejakiego Kamińskiego, który - jak się później okazało - już sześciokrotnie był karany za podobne praktyki. Naturalnie "leczenie" Kamińskiego nie przyniosło choremu żadnej ulgi. Gdy ludzie we wsi zaczęli złośliwie gadać, Kamiński orzekł, że wszystkiemu winna jest nie lubiana, pyskata i wścibska Ceynowina, która rzuciła na starego rybaka czary.

Tak wyglądała Baszta Czarownic przed remontem.Przez dziesięć dni maltretowana i głodzona Krystyna Ceynowa przyznała się do czarostwa. Wtedy wsadzono ją do łodzi i wywieziono na głęboką wodę. Utkane z grubej wełny spódnice sprawiły, że Ceynowina utrzymywała się na powierzchni wody, a to był wtedy "wielki dokument dla czarów" - dowód, że woda nie chce przyjąć diabelskiej wspólniczki. Wrzucona po raz drugi utonęła.

Roznamiętniona gawiedź ochłonęła, ale było już za późno. Kamiński został skazany na dożywocie i zmarł po dwóch latach w grudziądzkim więzieniu, natomiast we wsi założono szkółkę parafialną dla podniesienia poziomu oświaty.

Galeria nieszczęsnych kobiet, które przedstawiłam, w rzeczywistości była na pewno większa. Nie wszystkie "czarownice" miały tak skrupulatnie spisywane procesy jak Trina Papistin, nie wszystkie zarejestrowali niemieccy kronikarze. Dziś ponura Baszta Czarownic nie wywołuje w przechodniu konieczności ukradkowego nakreślenia znaku krzyża. Warto jednak przy okazji jakiegoś spaceru zatrzymać się tu na chwilę i podumać nad okrucieństwem czasów, które na szczęście dawno minęły.

Zobacz również:
- Czarownica Słupska

Tekst: Grupa Słowińskie na podstawie książki pt. "Słupsk miasto niezwykłe" autorstwa Jolanty Nitkowskiej-Węglarz.

Największy wybór ciekawych książek ze Słupska do nabycia w Księgarnia Gryf.




Gry, tapety, aplikacje, polifonia i... wszystko na komórkę kliknij tutaj>>>


Web Informer Button